poniedziałek, 21 września 2009
sobota, 22 sierpnia 2009
Milion żyraf
Znalazłam dzisiaj tę stronę. Autorka chce do 2011 roku zebrać rysunki miliona żyraf :-) Technika dowolna, byle – nie komputerowo. Podoba mi się ten pomysł, a jakże.
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Podróże na papierze
Nie mam natury włóczęgi. Nie ciągnie wilka do lasu, a właściwie – w puszcze, pustynie, Himalaje, mrozy czy upały. Ale – od pewnego czasu z przyjemnością sięgam do literatury podróżniczej, książek drogi.
Zaczęłam od Cejrowskiego – mówcie, co chcecie, ale go uwielbiam. I za poglądy (a niech sobie ma kontrowersyjne, wszak nie muszę się z nimi zgadzać!), i za pasję życia i poznawania świata, i za sposób przekazywania wiedzy, i za sposób pisania. Obywatel WC jest niepowtarzalny, koniec, kropka.
Tak więc jego Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anakonda połknęłam jednym haustem, szeroko otwartymi oczami chłonąc fotografie. Mnóstwo szczegółów, pikanterii, niepowtarzalnego humoru, cynizmu, autoironii (no powiedzcie – ilu znacie autorów, którzy podchodzą z takim dystansem do siebie, co???). Jest Cejrowski, a potem – długo, długo nikt.
Kolejną książką, już w zupełnie innym stylu byli Ikowie, ludzie gór. Ich historię spisał Colin Turnbull, Anglik, podróżnik, etnograf. Szalenie ciekawa rzecz, gdyż – Ikowie to plemię afrykańskie dość specyficzne – pozbawione niemalże, wskutek niebywale trudnych warunków istnienia, wszelkich cech ludzkich. Obca im empatia, uczciwość, miłość (czy nawet – zwykłe lubienie kogoś. Z tym, że Ikowie nie – nie lubią. Oni nie mają uczuć typowo ludzkich, może jedynie – złośliwość). Żyją na zasadzie “Kali ukraść krowę – dobrze, Kalemu ukraść krowę – źle”. Żyją sami dla siebie, inni – są przydatni czasem po to, by pomóc w polowaniu. Czasem oznacza w tym miejscu BARDZO rzadko. Prawie nigdy. Jedynie wówczas, gdy w trakcie zdobywania żarcia człowiek natknie się na drugiego człowieka, a nie ma możliwości zwiania ze zdobyczą. Książka wydana w latach ‘80, styl pisania średni, ale informacje – cenne.
Aktualnie dorwałam (czytaj: wydałam resztkę pieniędzy) na Syberię Jacka Pałkiewicza. Piękne wydanie, z również świetnymi zdjęciami, rzecz traktuje o wyprawie w latach ‘80 międzynarodowej ekipy (ot, taka wieża Babel) na tytułową Syberię. Na razie, póki nie przeczytam całej książki, napiszę tyle: świetny język, rzeczowy, ale niezbyt oschły i specyficzna atmosfera przełomów politycznych w Europie.
W kolejce czeka Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę Robb’a Maciąga. Jednym słowem – wpadłam. Jak śliwka w kompot w podróże :-)