niedziela, 27 grudnia 2009

zaSZALałam

Lubię ciepło. Lubię otulić się czymś miękkim, przyjemnym w dotyku. No to sobie szalik zrobiłam :) Inspirowany rudym szalem Dagny . Robiony prosto, bez skosów, i tylko zła jestem, że zapomniałam o zwijaniu się gładkiego wzoru. A mogłam machnąć ze 3 rządki samych prawych oczek…. Mundra Polka po zwijaniu :D

Na szal poszedł 1 motek Kotka (6zł, 300m/10dag, 100% akryl).  Na druty nr 5 z żyłką (swoją drogą, nie lubię na innych robić, robótka jest za ciężka) nabrałam 200 oczek. Po przerobieniu dżersejem (rząd samych prawych, rząd samych lewych oczek) 34 rzędów zmieniłam druty na nr 6 i w 35 rzędzie pododawałam narzutem co drugie oczko (no to się ich blisko 400 zrobiło). Po czym po przerobieniu, dalej dżersejem, 4 rzędów znów machnęłam narzut co 10 oczko (w 5 rzędzie falbanki), oraz w 7 rzędzie. Na koniec wyszło niemalże 500 oczek – szczerze sobie współczułam…

Szal nie jest długi, ma metr z kawałkiem.

Na różyczkę nabrałam 48 oczek drutami nr 5, dżersejem przerobiłam 20 rzędów, złożyłam w pół (wzdłuż) i zszyłam. Potem tylko zwinęłam, by pi razy drzwi przypominało to kwiatka. Kwiatek ruchomy jest, na agrafce.

szal_szary

piątek, 25 grudnia 2009

Świąteczny wisior

Wykonany po jakiejś koszmarnie długaśnej przerwie, z jeszcze bardziej koszmarnie twardej fimo :] No cóż, leżenie wiele miesięcy w pudle nie sprzyja nikomu.

W każdym razie jestem z niego, mimo wszystko, zadowolona – chyba wyłącznie dlatego, że jako dodatek do czarnej sukienki i szaro-czarnego bolerka wyglądał w sam raz.

wisior_szaro_srebrny

Boże Narodzenie

W tym szczególnym dniu wszystkim zaglądającym w to miejsce życzę spokoju ducha, optymizmu na co dzień, wielu twórczych działań i rozkwitającej weny :-)

Z cieplutkimi pozdrowieniami – szajajaba :-)

niedziela, 20 grudnia 2009

Diewoczka

Na wczorajszym usg pani doktor bez cienia wątpliwości orzekła: dziewuszka :-) No fakt, młoda ustawiła się tak, że pokazała wszystko. Tak więc w maju urodzi się Agatka :-)

Małż cały dzień oswajał się z tą myślą, przekonany, że moja intuicja to tylko czcze gadanie i na mur-beton będzie chłopak. A tu figa – ogonka brak. I tym sposobem wygrałam stówę od lubego :D Teraz tylko ją wyszarpać…. A jego duma po przegranym zakładzie boli, oj boli!

No cóż, nikt nie twierdził, że hazard jest zdrowy ;-)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Autoprezent

No bo jak inaczej nazwać prezent dla samej siebie?

Mikołajkowo – gwiazdkowy. Miała być zupełnie inna. Z grubej flaneli, w czerwono-czarną, szkocką kratę, za 1/3 ceny tej… Ale to cudo wołało do mnie z półki tak rozpaczliwie, że po prostu MUSIAŁAM odpowiedzieć na ten zew :-)

IMG_0408IMG_0411

niedziela, 6 grudnia 2009

Co człowiek robi w szarą niedzielę

A na przykład – pudełko na prezent. Według przepisu z CAFEART. Pomysł przedni, zwłaszcza, że można owo opakowanie zrobić również większe. Poniżej – zapakowany już prezencior dla Agi B. :-)

pudelko

Prócz pudełka wykończyłam kolejne szydełkowe butki, tym razem – na naszego dzieciorka:

butki_melanzowe1

butki_melanzowe2Szalenie kusi mnie też szydełkowa czapeczka, i tylko nieznajomość płci dziecięcia mnie powstrzymuje. Chociaż, z drugiej strony… Koleżanki córeczki mają, czapa zawsze może pójść jako prezent :-) 

wtorek, 1 grudnia 2009

Butki dla maluszka

O, takie buty:

butki

Sposób wykonania zamieściłam TU.

środa, 25 listopada 2009

Jak powiedziałam Lubemu o… I dlaczego znikłam na czas jakiś.

A było to tak:

W okolicach naszego ślubu zaczęłam zasypiać. Robiąc się na bóstwo u kosmetyczki i fryzjera co chwilę dramatycznie otwierałam paszczę. Również w tym ważnym dniu.Werwy pełna byłam, a jakże, tylko ta senność…

Jako małżonka już wróciłam do pracy. Po czym w trakcie długiej przerwy któregoś dnia nastąpiło clou wydarzeń: w pokoju nauczycielskim, przy stole pełnym ludzi – przysnęło mi się.

Energicznie pogoniona przez koleżanki (Aga – o Tobie mowa :D ) pogoniłam z kolei ja – Lubego do apteki. A niech dla świętego spokoju test zakupi, niech się baby odczepią, ja chcę spać!

________________________________________________________

Dotarłam do domu, Luby bez szemrania teścik podał, rzuciłam torbę w kąt, poszłam zrobić, co należało…

Z łazienki po minucie dobiegł ryk:

- Teeeeeeeeeeeee! W ciąży jesteeeeeeeeem!

Jak widać, romantyzm w moim wykonaniu wychodzi słabo :] Za to oryginalna byłam z pewnością – no która może się pochwalić takim sposobem przekazania wiadomości, że rodzina się powiększy? ;-)

Zresztą, oddając sprawiedliwość Lubemu – też zareagował pięknie: jedząc zupę spojrzał, rzekł:

- To fajnie.

I jadł dalej :D

________________________________________________________

A teraz brzucho rośnie, 16 tydzień tak se rośnie. I dobrze. Luby reaguje prawidłowo, uparcie twierdząc, że Kosmita to On (ja tam twierdzę, że Ona – założyliśmy się o stówę :] ), sam Kosmita grzeczny jest, mamuni kłopotów w postaci całodobowych atrakcji nie przysparzając.

Za to atrakcyjnie na zdjęciach wychodzi. A właściwie jego stopa…

kosmita_13_tydzien_stopa

________________________________________________________

I właśnie dlatego tak se znikłam. Pozdrawiam serdecznie tych, co to dali radę doczytać do końca :-)

poniedziałek, 21 września 2009

sobota, 22 sierpnia 2009

Milion żyraf

Znalazłam dzisiaj tę stronę.  Autorka chce do 2011 roku zebrać rysunki miliona żyraf :-) Technika dowolna, byle – nie komputerowo. Podoba mi się ten pomysł, a jakże.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Podróże na papierze

Nie mam natury włóczęgi. Nie ciągnie wilka do lasu, a właściwie – w puszcze, pustynie, Himalaje, mrozy czy upały. Ale – od pewnego czasu z przyjemnością sięgam do literatury podróżniczej, książek drogi.

Zaczęłam od Cejrowskiego – mówcie, co chcecie, ale go uwielbiam. I za poglądy (a niech sobie ma kontrowersyjne, wszak nie muszę się z nimi zgadzać!), i za pasję życia i poznawania świata, i za sposób przekazywania wiedzy, i za sposób pisania. Obywatel WC jest niepowtarzalny, koniec, kropka.

Tak więc jego Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anakonda połknęłam jednym haustem, szeroko otwartymi oczami chłonąc fotografie. Mnóstwo szczegółów, pikanterii, niepowtarzalnego humoru, cynizmu, autoironii (no powiedzcie – ilu znacie autorów, którzy podchodzą z takim dystansem do siebie, co???). Jest Cejrowski, a potem – długo, długo nikt.

Kolejną książką, już w zupełnie innym stylu byli Ikowie, ludzie gór. Ich historię spisał Colin Turnbull, Anglik, podróżnik, etnograf. Szalenie ciekawa rzecz, gdyż – Ikowie to plemię afrykańskie dość specyficzne – pozbawione niemalże, wskutek niebywale trudnych warunków istnienia, wszelkich cech ludzkich. Obca im empatia, uczciwość, miłość (czy nawet – zwykłe lubienie kogoś. Z tym, że Ikowie nie – nie lubią. Oni nie mają uczuć typowo ludzkich, może jedynie – złośliwość). Żyją na zasadzie “Kali ukraść krowę – dobrze, Kalemu ukraść krowę – źle”. Żyją sami dla siebie, inni – są przydatni czasem po to, by pomóc w polowaniu. Czasem oznacza w tym miejscu BARDZO rzadko. Prawie nigdy. Jedynie wówczas, gdy w trakcie zdobywania żarcia człowiek natknie się na drugiego człowieka, a nie ma możliwości zwiania ze zdobyczą. Książka wydana w latach ‘80, styl pisania średni, ale informacje – cenne.

Aktualnie dorwałam (czytaj: wydałam resztkę pieniędzy) na Syberię Jacka Pałkiewicza. Piękne wydanie, z również świetnymi zdjęciami, rzecz traktuje o wyprawie w latach ‘80 międzynarodowej ekipy (ot, taka wieża Babel) na tytułową Syberię. Na razie, póki nie przeczytam całej książki, napiszę tyle: świetny język, rzeczowy, ale niezbyt oschły i specyficzna atmosfera przełomów politycznych w Europie.

W kolejce czeka Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę Robb’a  Maciąga. Jednym słowem – wpadłam. Jak śliwka w kompot w podróże :-)

czwartek, 13 sierpnia 2009

Rysowana JA

A jakże ;) Zostałam sportretowana przez znajomą internetową, podoba mi się ;) Cholerciu, dziękuję!

szajajaba-1

piątek, 7 sierpnia 2009

Lekcja filozofii

I to nie byle jaka. Z naprawdę wielką przyjemnością przedstawiam książkę, która została napisana przez kolegę ze szkolnych lat :) Nie mogłam więc odmówić sobie tej radości napisania notki.

Nie znam zawartości – i pewnie prócz samego autora niewiele osób ją zna, gdyż pozycja ukaże się 10 sierpnia w salonach empik. Ale – o ile na takiej podstawie można ocenić książkę – szalenie podoba mi się okładka i, jakoś tak przez skórę czuję – zawartość też będzie przyjemna.

A teraz – Panie i Panowie – Łukasz Henel i…

lukasz

Do sklepów marsz! :-)

środa, 5 sierpnia 2009

Szalik na… palcach

Znalezione w Sieci. Ot, taka ciekawostka :)

1

2(3)

3(3)

4

wtorek, 4 sierpnia 2009

Powidła śliwkowe…

…nieco inaczej :-)

Potrzebne są:

  1. 2 i 1/2 kg śliwek
  2. 1 kg cukru
  3. 20 dag kakao
  4. 2 cukry wanilinowe

 

Śliwki brutalnie pozbawić pestek, które wyrzucamy w cholerę. Niezjadliwe. Owoce wrzucamy w duży gar i rozdyźdujemy – można przekręcić przez maszynkę, można potraktować blenderem, a można iść na łatwiznę i rozgnieść je ręcznie. Co też uczyniłam – ręce w sagan i wyżywamy się, aż śliwki nie będą przypominały samych siebie.

Dodajemy cukier zwykły, Mieszamy i na ogień – najpierw pod pokrywkę, ale jak tylko zaczną bulgotać – pokrywę ściągamy i gotujemy masę na wolnym ogniu, niewielkim. I tak przez 2 godziny. Co jakiś czas bierzemy drewnianą łychę w rękę i mieszamy. Pojawiające się szumowiny staramy się ściągnąć, aczkolwiek niech się to nie stanie sensem naszej roboty ;)

2 godziny upłynęły, więc dorzucamy kakao i cukier wanilinowy, mieszamy – i tu najłatwiej jest jednak użyć blendera, bo tego kakao jest sporo i… mnie osobiście cholera brała, jak zaczęłam ustrojstwo mieszać łychą.

Wymieszane? No to jeszcze na 3-5 minut na ogień, a potem gorące nakładamy do słoików, porządnie zakręcamy i do góry dnem stawiamy. Niech się zassie na zdrowie.

Potem tylko zatrudniamy ochroniarza, by pilnował przed rodziną skarbu – dziwnym trafem owa mikstura ma tendencję do szybkiego znikania ze słoików…

 

Smacznego!

niedziela, 2 sierpnia 2009

GIMPowania ciąg dalszy

Tworzenie ramki.

Jednym z elementów zestawu do scrapowania może być ramka. Prosta do zrobienia, a na pewno efektowna. Ja pracuję namiętnie z siatką, dlatego widać na fotkach linie.

 

1. Tworzymy nowy dokument 1000x1000 pixeli, przeźroczysty. Jeśli chcemy ramkę prostokątną, tworzymy obraz prostokątny.

2. Wybieramy edytor zaznaczania prostokątnego (lub eliptycznego, wg uznania). Tworzymy zaznaczanie na prawie całym obrazie, koniecznie na środku.

3. Po zaznaczeniu wybieramy górne menu – zaznaczanie – zaokrąglanie:

ramka_1

4. Klikamy, wyskoczy okienko Script-Fu, powinno automatycznie być ustawione na 50, jest to po prostu siła zaokrąglenia rogów. Ustawiacie dowolnie, ja nie zmieniłam:

ramka_2 

5. Kilkacie OK i tworzą się zaokrąglenia – ciągle na tym zaznaczaniu:

ramka_3

6. Wylewacie kubełek koloru:

ramka_4

7. W środku ramki powtarzacie operację zaznaczenia, zaokrąglenia:

ramka_5

ramka_6

8. Naciskacie Ctrl+Z, czyli – wycinamy środek:

ramka_7

9. Po usunięciu siatki ramka wygląda tak:

ramka_8

10. Smutna i pusta. Wypadałoby ją ożywić. Proponuję więc zabawę filtrami. Nie opiszę każdego, ponieważ – tu macie pole do popisu. Jest ich wiele, każdy można ustawiać rozmaicie, trzeba się pobawić. Poniżej tylko kilka przykładów. Zastosowałam nakładanie na płótno, kubizm i zabawę pędzlami. Milion możliwości przed Wami.

ramka_9

ramka_10

ramka_11_kubizm

ramka_12_pedzle

Najpierw można pobawić się pędzlami, a potem zastosować jakieś filtry.

Po zabawie ramkę zapisujecie oczywiście jako obraz png.

Technorati Tagi: ,,

wtorek, 28 lipca 2009

Fatalne skutki ręcznej robótki

Choć mam urlop, odpoczywam,
mój telefon się urywa.
Robią w pracy dużo krzyku,
bo kontrolę mają NIK-u.

A ja sobie dziergam żwawo
... oczko lewe, oczko prawe...
Mnie nie wkurzy żadną sprawą
stary diabeł nawet.

Mąż się uwziął i narzeka,
że od rana głodny czeka,
lecz wam powiem w tajemnicy,
że nie będzie jajecznicy.

Bo ja sobie dziergam z wdziękiem
... oczko lewe, nitkę zwiąż...
Mnie nie wzruszy swoim jękiem
rozpieszczony mąż.

Pies łapami w drzwi kołacze,
w pisk uderza, prawie płacze.
Ma potrzeby i to spore,
ale kiepską wybrał porę.

Bo ja sobie dziergam dzielnie
... oczko narzuć, oczko zbierz...
Niech nie ćwiczy mnie bezczelnie
despotyczny zwierz.

Mąż postawił coś na gazie
i, wychodząc, rzekł: Na razie.
Z nieodległej kuchni głębi
swąd się niesie, dym sie kłębi,
a ja sobie...

……………Autorką tego uroczego wiersza jest pani Bożena Kozak, utwór zaprezentowany został w miesięczniku Rozrywka Jolki nr 7 w 2008r., a znalazłam go oczywiście – na forum Maranty. Uzależnienie, czy co…? Ale rzecz piękna, prawda? :-)

poniedziałek, 27 lipca 2009

GADzina

Czyli bardzo ładna bluzka szydełkowa, nazwana tak przez pewną szydełkującą panią – Lacrimę (pozdrawiam :-) ), gdy przy którymś pruciu (bo cała rzecz polega na odpowiednim dobraniu włóczki i szydełka, by odpowiedni rozmiar powstał) odłożyła robótkę i stwierdziła “jeszcze do gada wrócę”. Nazwa się przyjęła :-)

 

Na rozmiar 36/38 potrzeba 200g włóczki, grubości mniej więcej Sonaty, szydełko na górę – 4, na dół – 3. Zaczynamy od zrobienia łańcuszka z 360 (!) oczek. Dalej lecimy wzorem. Rozmiar większy tworzymy po prostu przez dobranie grubszych szydełek. Z tego, co wyczytałam na forum Maranty, dziewczyny robią z Alminy, Sonaty, Camilli, DMC nr 5, Mony. Cały temat znajdziecie tu KLIK 

 

W oryginale bluzeczka wygląda tak:

gadzina 

A schemat tak:

gad

Warto wczytać się w temat na forum, szczególnie jeśli chodzi o dopasowanie nici i szydełka do rozmiaru – ja zaraz oczywiście pruć będę (chyba nie ma ani jednej dziergaczki, która by gadziny nie pruła!), bo… zaczęłam rozmiar w okolicach 58 raczej, niż 38 ;)

czwartek, 23 lipca 2009

Dla Izy

W końcu nie co dzień ma się taką ładną rocznicę urodzin :-)

Bieżnik na parapet, długości 2 metrów – kolos, jak na moje możliwości. Robiłam bawełną Maxi (Altin Basak), dł. 565m/10 dag, szydełko 1,75. Poszedł 1 motek i ciut – naprawdę ciut, zła byłam, że przy samym końcu nitkę muszę wrabiać. Wzór jest poplątaniem różnych serwetek, które wpadły mi w ręce.

 

Izuś – to chyba będą Twoje najdłuższe urodziny ;-)

 

bieznik_dla_izy_1

poniedziałek, 20 lipca 2009

Szybkie gołąbki

Robi się je faktycznie prędko, są czymś pomiędzy kotletami mielonymi a gołąbkami właśnie :-) Pyszotka!

Składniki na kotlety:
* 1/2 kg mięsa mielonego
* 1 jajko
* 1 mała cebula
* Szklanka kaszy manny
* Szklanka drobno posiekanej kapusty białej - obojętnie, jaki gatunek
* Sól, pieprz do smaku

Wszystko wymieszać jak do mielonych. Zrobić kotleciki (wychodzi 10-11). Na patelni leciutko podsmażyć - tylko tyle, by wrzucone do sosu się nie rozpadły, powiedzmy - pół minuty z każdej strony.


Składniki na sos:
* 6 sporych pomidorów
* 4 ząbki czosnku (rozgnieść!)
* Pół dużej cebuli pokrojonej dowolnie, jak kto lubi
* Kostka rosołowa
* sól, pieprz (niewiele), oregano czy co tak kto chce
* Około półtora litra wody
* Opcjonalnie - 2 łyżki mąki w kubku, zalać wodą, rozmieszać i wlać mieszając do gara z podgotowanym już sosem.

Wszystko razem wrzuciłam do gara, potraktowałam blenderem. Postawiłam na gazie. I dopiero wówczas zajęłam się kotletami, więc gdy były gotowe - sosik już bulgotał wesoło :-) Kotlety wrzuciłam do sosu, i tak podgotowałam 30-40 minut. Są naprawdę smaczne.


Chusta

Chustę zrobiłam kilka miesięcy temu i... zapomniałam o niej. Włóczka - bawełna melanżowa z lidla, biała - też bawełna, w sumie jakieś 35 dag. Szydełko bodajże nr 5.



sobota, 27 czerwca 2009

COŚ ewoluowało

Obcięłam ogon, dodałam kropki, pokłułam. Wydaje mi się, że wygląda ciut lepiej, ale chyba też igłę mam za grubą - muszę dokupić odpowiednie utensylia :D


piątek, 26 czerwca 2009

COŚ

Z filcu. To znaczy, z czesanki, pokłute przeze mnie. Wygląda, jak wygląda, ale - z jednej rzeczy dumna jestem: krew nie poleciała :-)

Bolerko

A takie, o:





Zużyłam 3,5 motka Sonaty, szydełko 3,5, czas - od soboty/niedzieli do środy późnym wieczorem, nie bez przerwy rzecz jasna. Koniecznie chciałam zdążyć przed czwartkową konferencją, typowa kobieta :-) Miło się dłubało, ponieważ ubranko składa się z samych prostokątów - nie wymaga więc myślenia, mogłam oglądać kolejny sezon Stargate SG-1 :-)

czwartek, 25 czerwca 2009

Niewątpliwie

rozpoczęłam wakacje :) Ostatnia konferencja, rzut okiem na klasę (no dobra, jeszcze malowanie czeka...), zadarłam kiecę i poleciałam. Niemalże 2 miesiące odpoczynku. Uff.

W związku z czym - plan działań wakacyjny:

1) Malowanie sali i szafek
2) Remont mieszkania
3) Babskie spotkania
4) Wypad w Beskidy i Bieszczady, ten pierwszy - czysto babski :) Drugi - z konieczności, ślubne załatwiania.
5) Zabawa w filcowanie - może wreszcie się skuszę - dzisiaj na konferencji działało Koło Gospodyń Szkolnych - dwie koleżanki i ja - z szydełkiem w ręku, a jedna - szalała z filcowaniem właśnie :-)
6) Szydełkowanie/drutowanie
7) Zaległe książki - m.in. Rebeka Daphne du Maurier, Martyn Pig Kevina Brooksa, Rodzina Penderwicków - 2 tomy Jeanne Birdsall, Szkoła dla mężów Wendy Holden, Przepis na małżeństwo doskonałe Morag Prunty (w związku z nadchodzącym ślubem mamunia moja własna prywatna podrzuca mi książki o takiejże tematyce), Przebudzenie Ireny Matuszkiewicz, Katedra w Barcelonie Ildefonso Falconesa, Ich dwoje i Julia Zofii Mossakowskiej, Złodziejka Sarah Waters, Socjopata w Londynie Daniela Koziarskiego i wiele innych :-)
8) Napisanie pracy mgr, co wiąże się z czytaniem również - kilkadziesiąt książek zawodowych czeka
9) Wyprodukowanie pierdyliarda dokumentów na rozpoczęcie roku szkolnego - ale mam dziką satysfakcję, że tym razem to nie ja przygotowuję imprezę początkoworoczną :D


Hmmm..... Może dam radę. Wesołe jest życie trzydziestolatki. Niemalże ;-)

sobota, 13 czerwca 2009

14 czerwca


Od tego dnia zaczynamy pracować dla siebie, jest to dzień wolności podatkowej.
Tego dnia pamiętamy też o wszystkich honorowych krwiodawcach.
Ale przede wszystkim 14 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Robienia na Drutach :-)

poniedziałek, 11 maja 2009

Książki, książki

Dzisiaj - reklamowo ;)

Wydawnictwo Mediarodzina zorganizowało konkurs - można wygrać książkę lub iPoda, jednakże należy zamieścić na blogu film - zwiastun książki Kevina Brooksa "Candy" wraz z krótkim komentarzem. Toteż - czynię to :) Lubię książki.

Autora nie znam, jednakże po przeczytaniu info o jego książkach nabrałam ochoty - również na "Candy". Na pewno nie będzie to lektura z serii "lekko-łatwo-przyjemnie", a raczej smutno i dramatycznie. Może nawet polecą łzy? Ciekawa jestem - rzadko kto potrafi pisać dobrze o poważnych sprawach, a tu po przeczytaniu fragmentu jednej z powieści autora mam wrażenie, że będzie całkiem nieźle ;)


video

sobota, 25 kwietnia 2009

wtorek, 21 kwietnia 2009

niedziela, 19 kwietnia 2009

W niedzielny poranek


Efekt lepienia od 8 rano :-)

środa, 15 kwietnia 2009

Wszystko przez Nelę

No tak. Bo to Nela prowadzi szkółkę koralikową na forum craftladies. Bo to tam znalazłam przepis na szyte koła. Bo to... A zobaczcie sami:


PS. Nelu, dziękuję :)

wtorek, 14 kwietnia 2009

O FIMO - w pigułce

1. Co to jest fimo? Otóż jest to rodzaj termoutwardzalnej masy, modeliny z najwyższej półki. Absolutnie nie należy jej porównywać ze zwykłą modeliną, np. firmy Astra! To tak, jakby chcieć porównać czekoladę z wyrobem czekolado podobnym – równie bezcelowe. Informacji na temat tejże masy szukamy pod hasłami:

a) fimo

b) polymer clay

c) Kato polymer clay (w Polsce masa niedostępna, ale zasady obróbki i tworzenia z niej takie same, jak z fimo. Masa ta to projekt Donny Kato, genialnej twórczyni biżuterii)

d) masa termoutwardzalna

e) modelina

f) i tak dalej

2. Charakterystyka fimo.

Modelina miękka, świetnie dająca się wyrabiać, bardzo łatwo można mieszać jej kolory i uzyskiwać nowe. Występuje w kilkudziesięciu podstawowych barwach/rodzajach (każdy ma swój numer na opakowaniu, jeśli jest też napisane „fimo effect”, nie jest to kolor podstawowy, tylko np. transparentny czy metalizowany, trzeba uważać – często początkujący biorą przez pomyłkę kostkę transparentną):

a) 24 kolory podstawowe

b) 7 kolorów transparentnych

c) 7 kolorów z dodatkiem brokatu

d) 7 kolorów metalizowanych

e) 2 kolory imitujące kamień

f) fimo fluorescencyjne

Niektóre kolory charakteryzują się dodatkowymi cechami:

a) czarny, ciemny brąz – bardzo, bardzo miękkie, wyjątkowo brudzące, najlepiej przed użyciem schłodzić w lodówce (-09, -75);

b) sahara i cognac (70 i 76) są również bardzo miękkie;

c) flesh (43), taki cielisty kolor, jest dość gumiasty, po wypieczeniu staje się nie tyle transparentny, co lekko… jakby prześwitujący? nie umiem tego określić, w każdym razie nie liczcie na to, że po wypieczeniu kolor będzie identyczny – fajnie wygląda, gdy jest go wiele a ciemnych kolorów mało, jako dodatek tylko są. Gdy ten kolor występuje jako dodatek, ciemne kolory go „zjadają”, staje się mało widoczny;

d) kolory metalizowane są twarde (ale oczywiście nie tak, jak zwykła modelina), da się je wyrobić, trzeba tylko nieco więcej siły w to włożyć;

e) kolory brokatowe mają normalną dla fimo twardość, ale przy krojeniu drobinki brokatu zostawiają rowki, więc raczej nie polecam ich na zewnętrzne warstwy wzoru, bo przy cięciu brzegi się szarpią;

f) kolory transparentne – mają tendencję do łupkowania się, w trakcie pieczenia powstają jakby pęknięcia? Trzeba uważać na temperaturę. Dodatkowo warto pamiętać, że prócz białego kolory te ciemnieją w trakcie pieczenia (np. fioletowy wygląda potem niemalże jak czarny); Warunkiem ładnego efektu jest nakładanie cienkiej warstwy i raczej na jasne kolory, niż na ciemne;

g) fimo fluorescencyjne jest również gumiaste;

h) biały metalizowany (taki perłowy kolor) – bardzo szybko się przypala, trzeba ogromnie uważać!

i) cherry red (26) farbuje okrutnie, również w wersji metalizowanej, po wypaleniu ma piękny kolor;

j) indian red (24) daje taką marchewkowo – strażacką czerwień; Bardzo ładny kolor wyjdzie po zmieszaniu obu rodzajów czerwieni;

3. Utwardzanie fimo – na każdym kolorze jest podana temperatura pieczenia. Ja osobiście olewam to i wszystko piekę w temperaturze 125°C przez około 40 minut do godziny (czasem wkładam do nagrzanego piekarnika, czasem do zimnego) – no, bo jeśli użyłam np. czarnego koloru i transparentnego, a one mają różne temp. pieczenia? Uśredniłam więc, wypieka się dobrze, ani się nie przypala (chociaż zdarza mi się zapomnieć i wyciągam koraliki po 3 godzinach). Pieczemy na blasze albo na naczyniu żaroodpornym, nie trzeba wykładać papierem czy folią aluminiową, fimo nie wchodzi w interakcje z podłożem w trakcie pieczenia.

Teoretycznie można też gotować – ale na zasadzie rosołu – ma pyrkotać, a nie wrzeć. Gotowanie jest o tyle męczące, że woda zostawia biały osad, który potem należy spolerować – dodatkowa robota. No i zdarza się niestety, że wyroby pękają lub łuszczą się z wierzchu. Ja gotowałam około kwadransa.

4. Cięcie, krojenie wałków z wzorem – nóż jest tu przedmiotem zakazanym! Świetnie sprawdza się połówka żyletki oraz specjalne ostrza do fimo (sztywne, giętkie i faliste – sztywne do normalnego cięcia, giętkie – do wycinania wzorów półkolistych, fantazyjnych, faliste – da bardzo fajny efekt przy cięciu i korali, i wycinaniu poszczególnych elementów), tak zwane fimo blades. Aby koraliki z wałka pociąć równo, wałek wsadzamy do lodówki na około pół godziny – można dowolnie dłużej, u mnie jedna półka notorycznie zastawiona jest wałkami fimo. Ważne!absolutnie nie kładziemy fimo na zwykłym opakowaniu po CD czy innym takim plastiku! Fimo reaguje z plastikiem, w rezultacie plastik i fimo stapiają się ze sobą i wzór przeważnie jest nie do uratowania. Natomiast świetnie fimo leży na opakowaniu po grach komputerowych, które to opakowania są pokryte grubą folią. Jest taka seria gier Extra Klasyka – jak ktoś kojarzy, to opakowania nadają się idealnie :D Również opakowania filmów DVD są dobre.

5. Dziurki w koralikach – wykonujemy PRZED upieczeniem. Jeśli zależy nam na drobnych dziurkach – wystarczy igła, ja opieram koralik pionowo na podkładce i od góry nakłuwam, lekko wkręcając igłę. Czasem jednak konieczne są duże dziurki, by przeszedł sznurek – potrzeba wówczas więcej pracy, by koralik się nie odkształcił: igła, potem grubsza igła, na końcu mam taką grubą agrafkę i kiedy koralik jest na niej, kręcę go trochę – dziurka fajnie się poszerza a koralik wygląda równo.

6. Narzędzia i dodatki do fimo – sporo tego, czasem drogie, czasem tanie:

a) podkładka śniadaniowa – ale nie taka pokryta folią, tylko zwykła plastikowa, najlepiej z jasnym tyłem – gładka! W Biedronce takie można znaleźć, często są. koszt około 2,5zł;

b) wspomniana połówka żyletki lub ostrza – żyletka 0,8zł, noże około 30zł do kupienia w Internecie;

c) coś do robienia dziurek – czyli różnej grubości igły, agrafki czy czym wam tam wygodnie – nie nadają się wykałaczki, bo nie są gładkie;

d) coś do wałkowania fimo – teoretycznie można kupić akrylowe wałki, tylko po co? Identyczną rolę świetnie pełni puste (lub pełne, wsio ryba) opakowanie po lakierze do włosów/dezodorancie itd.;

e) linijka – najlepiej długa (40-50cm), przyda się, gdy długi wałek z wzorem należy pociąć na równe kawałki;

f) coś sztywnego, gładkiego i długiego – bez skojarzeń ;) może być deseczka szerokości ok. 5cm, linijka grubsza – posłuży to do wygładzania i rozciągania wałka z wzorem, o przekroju kwadratowym/prostokątnym;

g) maszynka do makaronu – ale do cieniowania fimo; Do kupienia i w Necie, i na targu (bardziej cenowo się opłaca – koszt ok. 50zł), ale uwaga – taka, która wałkuje na gładko, a nie tylko tnie paski makaronu! Posiadam maszynkę firmy Hoffner, spisuje się od 2 lat świetnie;

h) wyciskarka/strzykawka do fimo (praska do wyciskania modeliny) – również do kupienia w Necie, na żywo nie widziałam, koszt – różny, właśnie przed chwilą znalazłam za ponad 2000 i zastanawiam się, czy to nie jest błąd ;) Za swoją płaciłam 28zł; Jest to metalowa strzykawka z wymiennymi końcówkami, dzięki której wychodzi cienki wałeczek o przekroju trójkąta, koła, kwadratu – super nadaje się do robienia wzoru w kratkę np.; Ogólnie – przydatne;

i) pieczątki – do robienia tekstur, wyciskania wzorów itd.;

j) brokat zwykły i holograficzny, puder do embossingu, cienie do powiek itd. – czyli wszystko, z czym można fimo zmieszać w celu uzyskania nowego efektu;

k) sól – najlepiej gruboziarnista, do uzyskania efektu lawy;

l) wszelkiego rodzaju narzędzia do rzeźbienia – jeśli ktoś idzie innym kierunku, niż robienie wzorów techniką millefiori;

ł) roller do rolowania koralików – posiadam, wydałam 30zł i uważam, że wywalone w błoto :] Teoretycznie narzędzie służy do robienia kulek i bączków, praktycznie – modelina się rozwarstwia i wychodzi kupa. Odrobina ćwiczeń na resztkach fimo i spokojnie ukulacie w dłoniach kulkę idealną J ;

m) lakier do lakierowania rzecz jasna – niestety, produkt idealny, czyli przeźroczysty lakier do fimo został wycofany ze sprzedaży ; po wielu próbach znalazłam coś, co równie dobrze zadanie spełnia, cenowo super i nie do zdarcia – werniks do decoupage’u dający efekt szkła maimeri; Koszt – około 20zł za 100ml; zdecydowanie odradzam werniks do fimo – nie dość, że trzeba przed lakierowaniem odtłuścić każdy koralik dokładnie, to jeszcze po lakierowaniu konieczne jest wypalenie produktów przez 10 minut – zbędna zabawa;

n) specyfik o nazwie fimo liquid – elastyczny żel, np. do transferu obrazu; osobiście nie używałam, podobno dobry;

7. Odnoście tego, jak robić wzory – ani słowa nie napiszę, bo to temat rzeka, podaję linki o tutorialach – należy czytać, czytać, czytać. Poniżej adresy tylko najbardziej przydatnych stron, z których korzystam od początku i do dzisiaj:

http://www.tokensbeads.com/

http://www.naamaza.com/

http://polymerclaydaily.com/

http://www.skygrazer.com/polymerclay/resources/lessonlinks.htm

http://www.pcpolyzine.com/tutorials.html

http://www.polymerclaycentral.com/

Ogólnie – 99,9% informacji jest w języku angielskim, czasem po francusku.

sobota, 28 marca 2009

Komórkowce











A właściwie ubranka na nie ;) Masowo szydełkuję, będzie można je kupić na kiermaszu świątecznym u mnie w pracy. I do tego broszki - kwiatki.